O projekcie
Cały świat w jednym mieście

Czy gdyby Fileas Fogg, bohater powieści „W 80 dni dookoła świata”, żył w naszych czasach, mógłby odbyć swoją podróż bez opuszczania miasta? Dziś Londyn jest najbardziej zróżnicowanym etnicznie miejscem na Ziemi – tak przynajmniej mówią. Czy zatem podróżując pomiędzy mniejszościami, można poczuć jakby okrążało się glob? Postanowiłem to sprawdzić.
Opisany przez Juliusza Verne`a, angielski dżentelmen założył się, że uda mu się ta sztuka w 80 dni. Wyruszył 2 października 1872 roku, podróżując przez Francję, Włochy, Egipt, Indie, Chiny, Japonię, Stany Zjednoczone i Irlandię, by powrócić do Londynu 21 grudnia, wygrywając tym samym 20 tysięcy funtów. Ha, ha!
Dokładnie 136 lat później, 2 października o godz. 20:45 stanąłem pośrodku stacji Charing Cross. Postanowiłem ruszyć jego tropem, pozostając jednak w Londynie.
Charing Cross to jedna z najruchliwszych stacji, przez wiktoriański budynek przewijają się przybysze z całego globu – wystarczy popatrzeć na ich twarze, ubiór, posłuchać języków i akcentów. Londyn ich przyciąga, tworząc wielokulturową mozaikę, a londyńczykami stają się wszyscy ci, którzy aktualnie w nim się znajdują – jak mówi prof. Jack Lohman, dyrektor Museum of London. Powiedział mi to po polsku, choć zna jeszcze 8 innych języków.
Może więc wcale nie trzeba uganiać się za pociągiem, wynajmować statków czy kupować słonia, by przez 80 dni przeżyć wielką przygodę, poznać ludzi ze wszystkich zakątków świata i posłuchać języków, którymi się posługują? Może wystarczy na Charing Cross wsiąść w metro, które pod ziemią łączy kipiące różnymi kulturami ulice, puby, świątynie i targowiska?
Poza tym wyprawa Fileasa Fogga kosztowała 19 tysięcy funtów, co było połową jego majątku. Ja postanowiłem udowodnić, że da się okrążyć świat kupując jedynie miesięczne bilety na metro.
Zakład

Nasz pewny swego bohater założył się z członkami klubu Reforma, a o jego postępach miały świadczyć zdobyte po drodze konsularne pieczęcie. Ja potrzebowałem czegoś innego.
Już wcześniej zapisałem się do Królewskiego Towarzystwa Geograficznego, choć pamiętałem, że jego członkowie, na kartach powieści, szczerze wątpili w powodzenie misji Fogga. By to wyjaśnić, skontaktowałem się z Geordie`em Torrem, redaktorem naczelnym Geographical, oficjalnego magazynu Towarzystwa. Ku mojemu zdziwieniu nie uwierzył w powodzenie mojej misji… Gotów był nawet przyjąć zakład – by wykazać niezwykłą wielokulturowość, przez 80 dni miałem porozmawiać z ludźmi posługującymi się 80 różnymi językami. Jeśli mi się nie uda, przyznam się do porażki na łamach magazynu Cooltura. Jeśli je zdobędę, napisze o tym Geographical. Sekundantami stali się czytelnicy pisma, w którym co tydzień zdawałem relację z podróży.
When Jarek proposed a bet that he could collect samples of 80 different languages in 80 days from within London I was happy to take it on as I was pretty sure that he wouldn’t manage it. True, London’s a multicultural city, but tracking down so many of those cultures in what was a relatively short time seemed like an impossible task to me. So I was both surprised and, I must admit, delighted when he contacted me to let me know that I had lost the bet. This was a remarkable achievement and a fascinating illustration of just how multicultural the capital is.
Geordie Torr, redaktor naczelny magazynu Geographical
Książka
Swoje londyńskie przygody zawarłem w książce „W 80 dni dookoła świata (nie wyjeżdżając z Londynu)”, która ukazała się nakładem wydawnictwa Carta Blanca.
To (mam nadzieję) wybuchowa mieszanka wywiadów, opowieści, anegdot i reportażu.
Spotkania z francuskimi dziennikarzami, włoskimi blogerkami, detektywami ze Scotland Yardu, bollywoodzkimi aktorami, hinduskimi politykami, polskimi reżyserami, afrykańskimi poliglotami i setką innych osób. Bo przecież w Londynie są wszyscy.
„W 80 dni dookoła świata (nie wyjeżdżając z Londynu)” – zamów w wydawnictwie przez internet.



