- Trzy miesiące cię nie było na blogu i wszystko z czym się teraz pojawiasz to 140 znaków?! – tak mógłbym sam siebie zrugać, gdybym tylko był dla siebie bardziej surowy i jeszcze w dodatku miał u siebie posłuch. Ano tak, tylko 140 znaków. Na razie nie będę obiecywał, że streszczę co się ze mną działo przez cały ten czas nieobecności, bo może się okazać, że znów zniknę i obietnica się nie spełni.
Wrzucam za to kilka tekścików, które piszę dla odreagowania „prawdziwego” pisania.
Z wolna wracam na różne strony społecznościowe i odkurzam stare konta. Działam na Facebooku, a ostatnio także na Twitterze, po 662 dniach nieobecności. I właśnie tam trafiłem na coś co mnie (pewnie na chwilę) porwało. Nanofiction, a szczególnie jej odmiana kryminalna (świetni @midnightstories, @VeryShortStory czy @simonasylvester). Po polsku krótkie utworki znalazłem tylko w wykonaniu Piotra Wereśniaka, a przecież to dobre ćwiczenie przed pisaniem czegoś większego. Tak mi się przynajmniej wydaje.
- Halo, policja? Chciałbym zgłosić zaginięcie kameleona. Znaki szczególne? Upodabnia się do otocze… Em, dobra, nieważne.
I to wszystko, cały utwór;) Mam jeszcze kilka innych.
- Eureka! – zawołał, choć niczego nie odkrył, nie zgadł, ani nie wydedukował. U jego nogi pojawił się pies o tym imieniu, który podjął trop.
Coś autobiograficznego? Proszę.
Dopadli nas po krótkim pościgu. Poddaliśmy się bez walki. Już wiedzieliśmy, że nie można uciec rowerem z kasą pancerną na plecach.
Komentarz do kryzysu?
Zanim skoczył, długo nagrywał zeznania obciążające tych, którzy doprowadzili go do bankructwa. Nie sprawdził czy w dyktafonie są baterie.
A może coś o zimie?
Auto odpalało, ale wyjął akumulator i sprawdził czy jest iskra. – OK – odezwał się ten przywiązany do krzesła. – Może się jednak dogadamy?
Mam tego więcej, będę wrzucał co jakiś czas. Hehe;)