lalal Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipisicing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore magna aliqua. Ut enim ad minim veniam, quis nostrud exercitation ullamco laboris nisi ut aliquip ex ea commodo consequat.
Kilka losowo wybranych fragmentów „W 80 dni…”, specjalnie dla Was, czytam sam;) Posłuchajcie.
Wielokulturowy odjazd
Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.
Jak to wszystko się zaczyna.
Afrykański sen
Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.
Afryka i przypadkowe spotkanie. O czym jeszcze rozmawialiśmy? Przeczytacie w książce;)
Taniec brzucha
Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.
Fragment rozmowy z Anne, tancerką i instruktorką w klubie Darbuka.
Pociąg do Bollywood
Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.
Czy w Polsce jest fajnie? Jeszcze nie wiem;) Na razie zdaję się na opinię innych. Będąc w Londynie słuchałem Grabaża, wokalisty Strachów na Lachy, który powiedział mi, że „rock`n`roll to nie są k…wa łaskotki” oraz sprzedał kilka swoich obserwacji na temat polskiej rzeczywistości:
Na najnowszej płycie Strachów na Lachy „Dodekafonia” śpiewasz o Polsce: „żyję w kraju, w którym wszyscy chcą mnie zrobić w ch…”. Myślisz, że warto żyć w takim kraju?
To jest właśnie największa tragedia, bo pomimo wszystkich tych ułomności i opresyjnej sytuacji, która tu panuje, nie widzę innego miejsca, w którym mógłbym żyć. Ja mimo wszystko ten kraj kocham.
Chociaż „topi się w wymiotach gorzkie słowo patriota”?
Wiesz, jest patriotyzm współczesny i taki rodem sprzed zaborów. Są różne sytuacje społeczno-polityczno-geofizyczne, które usprawiedliwiają różne formy patriotyzmu. Dla mnie patriotyzm jest dopuszczalny, ale bez naleciałości nacjonalistycznej. Nie uważam się za członka narodu wybranego. Od „polakocentryzmu” się dystansuję.
Ale czy fakt, że o tym śpiewasz już wystarczy, żeby coś zmienić? Może jednak ludzie powinni robić coś więcej, by poprawić swój los, choćby wyjechać za granicę?
Mimo wszystko jednak wydaje mi się, że żyję w kraju, który posiada jednak jakieś strefy wolnościowe. Do takich zaliczam również wolność wyboru miejsca, w którym będzie się żyć, mimo iż dosyć często słyszę o jakichś tragicznych następstwach tego, że się wyjeżdża ze swojego kraju, wyrywa się z korzeniami. Jeżeli czyjaś psychika jest na tyle otwarta, że jest w stanie zaakceptować odmienne spojrzenie kulturowe i znaleźć się w świecie, w którym nie ma rodaków, to szczerze gratuluję. Ja takiej umiejętności chyba nie mam. Mój pobyt w kraju wiąże się z tym, że ja pisze po polsku, myślę po polsku i w jakimś tam stopniu jestem nieprzekładalny na inne języki. W związku z tym jestem przykuty do Polski, jak chłop pańszczyźniany do ziemi.
Co ludzie mogą zrobić? W pierwszej kolejności powinni uważać, kogo wybierają, na Boga. Jak wiesz żyjemy w systemie kulawym, zwanym demokracją, jest to fatalny ustrój społeczno-polityczny, natomiast największą tragedią tego całego układu jest to, że do tej pory lepszego nie wynaleziono. Dobrym wyrażeniem opinii jest głosowanie w wyborach, natomiast z drugiej strony zdaję sobie sprawę, że pole manewru i wybór kandydatów, na których możemy oddać głos, dramatycznie się zawęża. Jest jeszcze coś takiego jak społeczne grupy oporu, jednolite fronty przeciwko kolejnym pomysłom księżycowym władz – jak zakaz palenia wszędzie. Odrobina wyobraźni nakazuje, nawet tym niepalącym, domyślić się tego, co będzie, jak ta ustawa wejdzie w życie – policjanci zamiast łapać bandytów i hochsztaplerów, będą się skupiać na tych, co sobie „ćmikują” tu i ówdzie, bo ich złapanie będzie najprostszą rzeczą. Jestem zawsze przeciwny tworzeniu takiego prawa, które prowokuje powstawanie podziemia.
W Londynie zakaz palenia obowiązuje we wszystkich pubach…
Dlatego rzadziej przyjeżdżam do Londynu (śmiech).
Nie wydaje ci się, że piosenka „Żyję w kraju” może być w Wielkiej Brytanii, czy w ogóle poza Polską, odczytana jako potwierdzenie, że kraj ten rzeczywiście nie jest najlepszy do życia i dobrze, że wyjechaliśmy?
To każdy rozstrzyga we własnym sumieniu – patrzy jak się czuł, gdy żył w Polsce, i jak się czuje i jak mu się żyje w Londynie, Birmingham czy gdziekolwiek indziej na Wyspach Brytyjskich. I to jest kwestia indywidualnej oceny. Ja nigdy nie roszczę sobie prawa do umasawiania swoich poglądów. To jest mój punkt widzenia. „Żyję w kraju”, mówię to o sobie. (…)
Dziękuję wszystkim, którzy zjawili się na spotkaniu w naładowanym pozytywną energią warszawskim Klubie Podróżnik. Nie spodziewałem się, że Londyn może przyciągnąć tylu słuchaczy!
– Ale Londyn, miasto w Anglii.
– To co mi pan nic nie mówi?!
– No mówię pani właśnie.
– To przecież ja muszę pójść i poszukać, zobaczyć gdzie to jest. Cholera jasna…
W 80 dni dookoła świata – przez Londyn z Jarkiem Sępkiem
Data: 13 maja 2010
Termin: 19:30 – 23:30
Lokalizacja: Klub Podróżnik Café Bar
Ulica: Chłodna 39/9
Miejscowość: Warszawa, Poland
W 80 dni dookoła świata (nie wyjeżdżając z Londynu) – Jarek Sępek
Londyn to nie tylko Big Ben i Tower Bridge. To także przybysze ze wszystkich stron świata. Miasto ich przyciąga, tworząc wielokulturową mozaikę.
Czy zatem Fileas Fogg, bohater powieści „W 80 dni dookoła świata”, mógłby odbyć swoją podróż bez opuszczania Londynu?
Jarek Sępek zwrócił się z tym pytaniem do Geordie`go Torra, redaktora naczelnego „Geographical”, oficjalnego magazynu Królewskiego Towarzystwa Geograficznego (członkowie tego nobliwego grona wątpili w powodzenie misji Fogga).
– Kiedy Jarek zaproponował mi zakład, mówiąc, że chce znaleźć w Londynie 80 różnych języków w 80 dni, zgodziłem się, będąc pewnym, że mu się nie uda – przyznał redaktor. – Byłem zaskoczony, ale muszę powiedzieć, że także uradowany, gdy oznajmił, iż przegrałem zakład… To niesamowite osiągnięcie i fantastyczna ilustracja tego, jak bardzo wielokulturowa jest stolica Wielkiej Brytanii.
Czy wyruszając w Londynie na spotkanie z francuskimi dziennikarzami, detektywami ze Scotland Yardu, bollywoodzkimi aktorami, hinduskimi politykami, polskimi szlachcicami, afrykańskimi poliglotami i setką innych osób, można się poczuć, jakby się zaczynało podróż dookoła świata?
Przekonajmy się!
Na spotkaniu w Klubie Podróżnik, Jarek Sępek opowie o swoich przygodach w stolicy Wielkiej Brytanii, książce „W 80 dni dookoła świata (nie wyjeżdżając z Londynu)” i wcześniejszych podróżach po Afryce, Australii i USA.
Autor jest podróżnikiem i dziennikarzem, który w Londynie spędził ponad dwa lata, pracując w polskiej gazecie i przygotowując się do okrążenia świata w 80 dni.
Spotkanie poprowadzi Gabi Andrychowicz, dziennikarka radia Chilli Zet.
Jak na ludzi, którzy przyjechali tu z jednym plecakiem, trochę daliśmy się ponieść.
Kurier, który nam to wszystko wiezie do Polski, na stronie internetowej ma napisane w wytycznych:
Radzimy nie pakować przesyłek w tzw „torby rumunki w krate” ponieważ szybko ulegają uszkodzeniu podczas transportu. W takim przypadku nie ma możliwości o dochodzenie odszkodowania.
Śliskie, ale nie powiem jak to firma, bo jeszcze nasze rzeczy wiozą.
Poza tym logistyka całego takiego przeprowadzkowego przedsięwzięcia jest jak wyciąganie kart z karcianego domku. Ruszy się nie tę rzecz co trzeba i wszystko może się zawalić.
Na przykład przedwczesna zmiana adresu na polski w banku powoduje, że nie wszędzie można potem od razu płacić kartą. Trzeba tę kartę zarejestrować w systemie na nowo. Dlatego nie mogę zapłacić jak zwykle za telefon i dzwonić do kuriera, gazowni, elektrowni, wodociągów etc.
Na szczęście większość rzeczy można zrobić przez internet (Ba! Udało mi się nawet przesłać PIT do Polski. Przeczytałem w gazecie, że system jest już bliski ideału, ale dla mnie ideałem byłoby w ogóle takiego świstka nie składać).
Za smutnych rzeczy, musiałem pożegnać się ze swoją maszyną…
Na szczęście trafiła w dobre ręce i mam nadzieję, że jeszcze trochę pojeździ.
Ale są też pozytywy wyprowadzania się i przenosin do innego kraju. Pozbieraliśmy wszystkie walające się po domu monety – 1p, 2p, 10, 20, sama drobnica. W supermarkecie jest maszyna, która to wszystko zlicza i zamienia na banknoty. Przecieraliśmy oczy ze zdumienia, gdy licznik nastukał prawie 100 funtów! Nie mogłem w to uwierzyć ;)
Pracuję nad książką multimedialną o podróży po Nowej Zelandii, trochę to musi potrwać, więc życie blogowe toczy się nieco wolniej. Wkrótce więcej wieści.