Posts Tagged ‘londyn’

Fajny ten Londyn był taki…

środa, 10 Sierpień 2011

Pisze do mnie znajomy z Londynu: „…krajobraz jak po wojnie, powyrywane bankomaty, spalone domy, splądrowane sklepy, ale tylko jednego nie ruszyli. Nic nie zabrali z… księgarni. Nie zginęła ani jedna książka podobno. O czymś to świadczy.”

Taka impreza mnie minęła…

A że londyńczycy lubią sobie poprotestować i nie przepadają za policją, to pamiętam:

Szkoda tylko takiego ładnego miasta.

O metrze w Rzeczpospolitej

piątek, 8 Październik 2010

london tube

Polecam mój tekst w podróżniczym dodatku Rzeczpospolitej: Światełko w londyńskiej tubie.

Australia: pierwszy kontakt

wtorek, 7 Wrzesień 2010

wtyczki

Jak widac wcale nie jest taki prosty;) Trzeba sie troche nagimnastykowac zeby podlaczyc komputer do pradu. Na razie jeszcze nie udalo sie do internetu. Stad brak polskich znakow.

W kazdym razie dolecielismy bezpiecznie (nie powiem ze szybko, bo pobilem swoj rekord przebywania w powietrzu – z Londynu do KL 13 godzin), o 5 rano czasu miejscowego w Perth bylo 5 stopni Celsjusza. I to ma byc Australia! Ale po dniu w Berlinie, kiblowaniu na londynskim lotnisku i kolejnym upalnym dzionku w Kuala Lumpur, wreszcie jestesmy w domu.

Oczywiscie pracujemy nad wytyczeniem dalszej trasy (tu zapowiada sie calkiem niezla niespodzianka), poukladaniem wszystkiego co juz widzelismy w glowach, fotoszopach i stolach montazowych. wkrotce wiecej wiesci, jak juz ogarniemy sprawy techniczne.

G`day!

Jeszcze nowszy rozdział

poniedziałek, 23 Sierpień 2010

stopa

Rok w Nowej Zelandii. Taki pomysł.

Brzmi nieźle, ale szczerze mówiąc – to nasz cały plan. Nie mamy nic więcej. Zdaje się, że będziemy mocno improwizować.

Na razie wykupione loty dowiozą nas do Australii. Za tydzień śmigamy z Berlina do Londynu (choć jeszcze nie wiemy jak dostaniemy się do niemieckiej stolicy), potem, po kilku godzinach i kilku filmach z laptopa, wsiadamy w samolot Air Asia do Kuala Lumpur i wygląda na to, że spędzimy tam noc.

Żeby wzbudzić jeszcze większą niepewność, właśnie odwołali nam lot z Malezji do australijskiego Perth. Na szczęście udało się przenieść na następny.

Zatem w niedzielny, wczesny poranek, kiedy w Polsce będzie jeszcze trwało szaleństwo sobotniej nocy – my dotkniemy australijskiej ziemi. W Perth. Siedem lat temu spędziłem tam rok. Wyobrażam więc sobie, że dobrze będzie na chwilę wrócić i zobaczyć co się zmieniło.

A potem? Może do Auckland, może do Wellington. Będziemy losować.

I to jest w tym wszystkim najpiękniejsze. Choć też najbardziej przerażające.

stopa

(fot. ajdekato)

Melonik w TVN Meteo

wtorek, 20 Lipiec 2010

Po małej awarii strony wszystko wraca do normy, ale zanim przyjdzie czas na relację z podróży do Bośni, mój mały występ w telewizji:

Pozdrowienia z Sarajewa.

Recenzje

czwartek, 17 Czerwiec 2010

Tę książkę, jakkolwiek podróżniczą, czyta się z zapartym tchem. Sępek jest ciekawy świata i ludzi. W dodatku ma niesamowity talent, swą ciekawością zaraża innych.

Cogito

„W 80 dni dookoła świata (nie wyjeżdżając z Londynu)” Jarka Sępka powinna stać się podręcznikiem każdego imigranta, aby mógł uzmysłowić sobie, co tak naprawdę znaczy mieszkać w wielokulturowej
metropolii i ośmielić się wytknąć nosa ze swojego narodowościowego getta – czy to polskiego, hinduskiego, afrykańskiego czy jakiegokolwiek innego.

Michalina Buenk, Cooltura

Z książką Sępka w kieszeni, spokojnie można się tutaj wybrać i trafić tam, dokąd turystyczna stopa
na ogół nie dociera, bo nie wie, że takie miejsca w ogóle w Londynie istnieją.

Elżbieta Sobolewska, Dziennik Polski

18 czerwca, Wrocław, Mediateka

poniedziałek, 31 Maj 2010

W Empiku

Książka jest już we wrocławskich Empikach (jupi!), a ja pojawię się w tym mieście w czerwcu, by opowiedzieć o wielokulturowości Londynu i wcześniejszych podróżach.

Spotkanie autorskie, piątek 18 czerwca, g. 19, Mediateka, Wrocław, Plac Teatralny 5.

Zapraszam!

Wprawki audiobookowe

sobota, 22 Maj 2010

around the world

Kilka losowo wybranych fragmentów „W 80 dni…”, specjalnie dla Was, czytam sam;) Posłuchajcie.

Wielokulturowy odjazd

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

Jak to wszystko się zaczyna.

Afrykański sen

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

Afryka i przypadkowe spotkanie. O czym jeszcze rozmawialiśmy? Przeczytacie w książce;)

Taniec brzucha

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

Fragment rozmowy z Anne, tancerką i instruktorką w klubie Darbuka.

Pociąg do Bollywood

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

Relacja ze szkoły dla bollywoodzkich aktorów.

bollywood school

Kto tu kogo robi w ch…?

wtorek, 18 Maj 2010

Grabaż

Czy w Polsce jest fajnie? Jeszcze nie wiem;) Na razie zdaję się na opinię innych. Będąc w Londynie słuchałem Grabaża, wokalisty Strachów na Lachy, który powiedział mi, że „rock`n`roll to nie są k…wa łaskotki” oraz sprzedał kilka swoich obserwacji na temat polskiej rzeczywistości:

Na najnowszej płycie Strachów na Lachy „Dodekafonia” śpiewasz o Polsce: „żyję w kraju, w którym wszyscy chcą mnie zrobić w ch…”. Myślisz, że warto żyć w takim kraju?
To jest właśnie największa tragedia, bo pomimo wszystkich tych ułomności i opresyjnej sytuacji, która tu panuje, nie widzę innego miejsca, w którym mógłbym żyć. Ja mimo wszystko ten kraj kocham.

Chociaż „topi się w wymiotach gorzkie słowo patriota”?
Wiesz, jest patriotyzm współczesny i taki rodem sprzed zaborów. Są różne sytuacje społeczno-polityczno-geofizyczne, które usprawiedliwiają różne formy patriotyzmu. Dla mnie patriotyzm jest dopuszczalny, ale bez naleciałości nacjonalistycznej. Nie uważam się za członka narodu wybranego. Od „polakocentryzmu” się dystansuję.

Ale czy fakt, że o tym śpiewasz już wystarczy, żeby coś zmienić? Może jednak ludzie powinni robić coś więcej, by poprawić swój los, choćby wyjechać za granicę?
Mimo wszystko jednak wydaje mi się, że żyję w kraju, który posiada jednak jakieś strefy wolnościowe. Do takich zaliczam również wolność wyboru miejsca, w którym będzie się żyć, mimo iż dosyć często słyszę o jakichś tragicznych następstwach tego, że się wyjeżdża ze swojego kraju, wyrywa się z korzeniami. Jeżeli czyjaś psychika jest na tyle otwarta, że jest w stanie zaakceptować odmienne spojrzenie kulturowe i znaleźć się w świecie, w którym nie ma rodaków, to szczerze gratuluję. Ja takiej umiejętności chyba nie mam. Mój pobyt w kraju wiąże się z tym, że ja pisze po polsku, myślę po polsku i w jakimś tam stopniu jestem nieprzekładalny na inne języki. W związku z tym jestem przykuty do Polski, jak chłop pańszczyźniany do ziemi.
Co ludzie mogą zrobić? W pierwszej kolejności powinni uważać, kogo wybierają, na Boga. Jak wiesz żyjemy w systemie kulawym, zwanym demokracją, jest to fatalny ustrój społeczno-polityczny, natomiast największą tragedią tego całego układu jest to, że do tej pory lepszego nie wynaleziono. Dobrym wyrażeniem opinii jest głosowanie w wyborach, natomiast z drugiej strony zdaję sobie sprawę, że pole manewru i wybór kandydatów, na których możemy oddać głos, dramatycznie się zawęża. Jest jeszcze coś takiego jak społeczne grupy oporu, jednolite fronty przeciwko kolejnym pomysłom księżycowym władz – jak zakaz palenia wszędzie. Odrobina wyobraźni nakazuje, nawet tym niepalącym, domyślić się tego, co będzie, jak ta ustawa wejdzie w życie – policjanci zamiast łapać bandytów i hochsztaplerów, będą się skupiać na tych, co sobie „ćmikują” tu i ówdzie, bo ich złapanie będzie najprostszą rzeczą. Jestem zawsze przeciwny tworzeniu takiego prawa, które prowokuje powstawanie podziemia.

W Londynie zakaz palenia obowiązuje we wszystkich pubach…
Dlatego rzadziej przyjeżdżam do Londynu (śmiech).

Nie wydaje ci się, że piosenka „Żyję w kraju” może być w Wielkiej Brytanii, czy w ogóle poza Polską, odczytana jako potwierdzenie, że kraj ten rzeczywiście nie jest najlepszy do życia i dobrze, że wyjechaliśmy?
To każdy rozstrzyga we własnym sumieniu – patrzy jak się czuł, gdy żył w Polsce, i jak się czuje i jak mu się żyje w Londynie, Birmingham czy gdziekolwiek indziej na Wyspach Brytyjskich. I to jest kwestia indywidualnej oceny. Ja nigdy nie roszczę sobie prawa do umasawiania swoich poglądów. To jest mój punkt widzenia. „Żyję w kraju”, mówię to o sobie. (…)

Wierzyć w to?

Cała rozmowa tutaj.

Wywiady, autografy, wizyty w zakładach pracy

sobota, 15 Maj 2010

Dziękuję wszystkim, którzy zjawili się na spotkaniu w naładowanym pozytywną energią warszawskim Klubie Podróżnik. Nie spodziewałem się, że Londyn może przyciągnąć tylu słuchaczy!

Podoba mi się taki styl życia;))

Fot. Jarosław Talacha