Posts Tagged ‘internet’

Przygody w technologicznej dżungli

wtorek, 20 Wrzesień 2011

Szukam nowej multimedialnej formy do opowiadania historii. Eksperymentuję, a przez pulpit przewijają mi się kolejne pomysły na webdocumentary, książki interaktywne, aplikacje na komórki, tablety etc. I coraz częściej mam wrażenie, że technologia nie nadąża…

Nie mogę znaleźć uniwersalnego środka, który połączyłby tekst, dźwięk i obraz, zadziałałby wszędzie i był łatwy w obsłudze. Może jestem zbyt naiwny?

Ale szukam, grzebię w bardziej i mniej znanych sobie językach i systemach.

Rzuciłem się na HTML5 i Javascript, nowe objawienie, mające być przyszłością sieci i następcą Flasha. HTML działa w przeglądarkach, więc na komputerach, w telefonach i tabletach. Kupiłem nawet książkę o tym wspaniałym języku, ale dowiedziałem się z niej tylko jednego. Z projektem, który chcę zrealizować, utonąłbym w kodzie. Nie ma jeszcze narzędzi, które pozwoliłyby coś takiego stworzyć łatwo i szybko. Wszystko trzeba programować ręcznie…

Na chwilę wróciłem do Flasha, kiedyś cośtam w nim robiłem. Niestety Flasha nie obsługuje Mac i inne iPady… Więc po co się męczyć?

Szukam więc gdzie indziej. Może jakaś inna forma aplikacji internetowej?

Zainspirował mnie Google, bo okazało się np. że najlepiej w ogóle wywalić Worda i pracować nad dokumentami w sieci, na Google Docs. Wtedy mam też do nich dostęp z telefonu. Sprytne. Podobnie z kalendarzem.

No więc skoro Google jest taki fajny, może skupić się na robieniu aplikacji na ichniego Androida? Spróbowałem. Proste rzeczy można stworzyć w programie App Inventor, ale z bardziej skomplikowanymi bez kodowania się nie obejdzie.

Poszukiwania skierowałem więc zupełnie gdzie indziej. Zainstalowałem InDesigna, program do składania materiałów drukowanych. W najnowszej wersji jest już cały pakiet do publikowania materiałów elektronicznych. Tylko, że tu też pojawił się problem – interaktywną książkę tworzy się łatwo, jednak by ją opublikować trzeba mieć konto w Adobe i słono za to płacić…

I tak dalej.

Chyba więc czas to wszystko rzucić i zając się tylko pisaniem i montowaniem. A jak już będzie napisane, to forma sama się znajdzie.

Sępek Świata na Androida

poniedziałek, 12 Wrzesień 2011

aplikacja1aplikacja2

Musiałem przesiąść się z iPhone`a na telefon z systemem Android i w ramach zapoznawania się z nowym ustrojem, strzeliłem sobie pierwszą w życiu aplikację, czyli niniejszy blog do czytania i oglądania w komórce. A co!;)

W sumie jest to prosty mechanizm, plugin do WordPressa, udostępniany na stronie feed.nu.

Tak więc osobom, które chcą być na bieżąco i tym, które lubią takie gadżety, polecam:

sepekswiata app

(Do ściągnięcia i zainstalowania aplikacji najłatwiej użyć Barcode Scannera od razu w komórce. Jeśli macie inne sposoby, tu jest bezpośredni link.)

Dajcie znać czy działa;)

Mediorama Production. Ruszamy!

czwartek, 14 Lipiec 2011

No i stało się. Runęła Bastylia. Rozpoczęła się rewolucja. To we Francji.

A u nas niemniej ważne wydarzenie – Mediorama Production pojawiła się na świecie!

Od dziś oficjalnie staję się przedsiębiorcą;) I mam już pierwsze wyzwanie. Jaka jest stawka vat na eksport usług na terenie Unii Europejskiej?! Jak się dowiem, będę w stanie wystawić swoją pierwszą w życiu fakturę za montaż wideo. I to w euro. I to dla niemieckiej fundacji. Ja vohl!

W urzędzie miejskim i skarbowym poszło dosyć gładko z zakładaniem działalności, choć to co wypełniłem w internecie musiałem jeszcze raz przepisać u pani w okienku na podsunięty mi formularz. Nie byłem jeszcze w ZUS-ie, mam na to 7 dni, więc na wszelki wypadek, żeby nie psuć nastroju, pójdę w przyszłym tygodniu;)

A teraz już do roboty, w kolejce ustawiają się do napisania teksty o Maorysach  i filmiki o surferach do zmontowania. Szampan będzie jutro.

Mediorama Production

Nasz „Kiwi Project” – część I

wtorek, 29 Marzec 2011

Jeździmy, filmujemy, robimy zdjęcia. Zebrała się już całkiem wesoła galeria postaci, zamkniętych na razie w plikach mpg. Za wcześnie by coś większego publikować, na razie więc mały „preview”, przedstawienie kilku Nowozelandczyków, którzy opowiedzieli nam o swoim kraju i swoich pasjach:

Surfer

surf09

Craig „CPL” Levers udzielił mi pierwszej w życiu lekcji surfingu. Przetrwałem, nie utonąłem, złapałem bakcyla, choć na razie kupiłem tylko bodyboard;)

Craig Levers, surfer i fotograf z Piha

Muzyk

sam01

Poznaliśmy się w pubie, gdzie śpiewał co wtorek covery i swoje własne piosenki. Zdolny młody człowiek. Zrobi karierę.

Sam Allen, muzyk z Auckland

Chef

steve01

Czy istnieje coś takiego jak kuchnia nowozelandzka? Jeśli tak, to z pewnością jej dużą częścią są owoce morza.

Steve Roberts, chef z Auckland

Kaskader

derby01

- It`s all about survival – rzucił krótko, wskakując do swojego forda, którym rozbija się na torze z innymi szaleńcami. Przetrwa najsilniejszy.

Paul Bartley Jr, kierowca wyścigowy z Auckland

Rzeźbiarz

nuku09

Maoryski artysta. Przyczepiłem mu kamerę do piły spalinowej, której używa do rzeźbienia – to była niezapomniana przygoda.

Uenuku Hawira, rzeźbiarz z Tuakau

Prezenterka

Nikki

Żywiołowa i energiczna Nikki prowadzi w nowozelandzkiej telewizji program o imigrantach z wysp Pacyfiku. Ale to nie wszystko, była także w Polsce.

Nikki Siulepa, prezenterka, aktorka i reżyserka z Auckland

Maoryska aktywistka

harata

Przyszłość maoryskiego dziennikarstwa.

Harata, aktywistka i prezenterka radiowa

Zielarka

wendy02

Udowadnia, że z ogródka pełnego ziół można zrobić niezły kosmetyczny biznes.

Wendy Kendall, zielarka i producentka kosmetyków z wyspy Waiheke

Strażnik przyrody

kiwi01

I wreszcie prawdziwe kiwi. Dzięki Erikowi mogliśmy zobaczyć ich wylęgarnie i posłuchać o tym jak bardzo podobne są do ludzi, którzy sami siebie nazywają Kiwi.

Eric Fox, strażnik przyrody z Otorohangi

Cdn.

Mobilna bankowość

środa, 8 Grudzień 2010

citi02

Dużym bankom się nie odmawia.

Citi Handlowy zaprosił mnie do przetestowania mobilnej bankowości, relacjonowania podróży i wrzucania zdjęć na facebookowy profil. Dostałem też iPhone`a;))

Wkrótce ruszamy na Citi Mobile PL.

Będą teksty i filmy!

Szok kulturowy

środa, 27 Październik 2010

shelly05

Czyż to nie jest słodkie, że „Fashion Week” trwa tylko dwa dni, deskorolki wciąż są na topie, strony internetowe ciągle robi się na tabelkach, benzyna ma 91 oktanów, w radiu króluje taneczna rąbanina, a bestsellerem w księgarni mogą być „Przypadki Robinsona Crusoe”?

Nowa Zelandia to kraj maleńki i oddalony od reszty świata jak nieszczęście, nic więc dziwnego, że trąci nieco prowincją.

Londyn i wcześniejsze podróże po świecie nieco nas zepsuły i niewiele nas już dziwi – nie ruszają nas różne odcienie i kolory skóry, ani nawet fakt, że sklepy z dekoracjami bożonarodzeniowymi mogą być otwarte przez cały rok – są jednak rzeczy, które wciąż wywołują uśmiech na twarzy, a czasem nawet grymas zdziwienia.

Kraj jest tak mały, że gazety są bliżej czytelnika niż gdziekolwiek indziej. W Auckland dostępny jest tylko jeden ogólnonarodowy dziennik, do którego można zwrócić się z pytaniem – kiedy na jakiejś krzyżówce zaczną działać światła albo kamery, czy też kto zajmuje się wieszaniem flag w odpowiednich miejscach. Gazeta odpowiada na łamach, i to jest prawdziwe dziennikarstwo.

Poza tym sprawa produkcji „Hobbita” stała się przedmiotem ogólnonarodowej debaty. Sam premier negocjował z przedstawicielami Warner Bros, obiecując im nawet zmiany w prawie pracowniczym, żeby tylko wybrali Nową Zelandię. I wreszcie się udało.

Z decyzji Amerykanów cieszą się nie tylko filmowcy, ale także biznesmeni, taksówkarze, restauratorzy, hotelarze i przewodnicy, którzy kupują półstronicowe ogłoszenia w gazecie, by wyrazić w nich swoje zadowolenie. W tej jednej hollywoodzkiej produkcji upatrują swojego gospodarczego zbawienia i obiecują, że całym sercem będą wspierać projekt.

Kochani są ci Nowozelandczycy, serdeczni, mili i ufni. Nie zamykają domów i samochodów. Chociaż oczywiście mają też swoje słabostki. Bekanie słychać na każdym kroku – robią to faceci, babki, wszyscy. Młodzi lubią też popisywać się pierdzeniem, w myśl zasady jaką widzieliśmy wywieszoną w jednym pubie: „nie powstrzymuj bąków, bo one potem wędrują kręgosłupem do głowy i stąd rodzą się gówniane pomysły”.

A takich pomysłów można by wymienić kilka. Na przykład kto wpadł na to, by wybudować ponadmilionowe miasto Auckland na 46 wulkanach?! Albo, żeby pod koniec XIX wieku budować fortyfikacje przeciwko atakowi Rosjan? Albo żeby dać się tak wykorzystywać na wojnach? Po wizycie w muzeum ma się nieodparte wrażenie, że Kiwi dowodzeni przez Brytyjczyków, byli mięsem armatnim w każdym konflikcie. Oni także mieli swoich pilotów walczących w bitwie o Anglię i też im się wydaje, podobnie jak Polakom, że to o nich Churchill powiedział słynne słowa: „Jeszcze nigdy tak wielu nie zawdzięczało tak wiele tak nielicznym”.

Dziwi nas też to, że mimo licznych zalet, jest to kraj zesłania dla Francuzów i Anglików, którzy trafiają tu po dwóch latach w Australii, bo skończyła im się wiza. Nie chce im się wracać do domu, ale też nie bardzo wiedzą co tu robić. Siedzą więc i marudzą, przypominając jak to w Sydney czy Brisbane jest światowo, bo mają tam Ikeę (W NZ jej nie ma, bo sąd uznał, że będzie zbyt popularna, a przez to będą tworzyć się korki i zablokował budowę).

A przecież tutaj też jest fajnie. Prostytucja jest legalna, pracownicy tworzą związki zawodowe, wszyscy płacą kartami, nawet 2 dolary za batonik, a co najważniejsze – będąc z Europy, można imponować tym, że jeździło się za granicę SAMOCHODEM. Tutaj nie ma takiej możliwości.

Poza tym, jak się sami przekonujemy, jest tu duże skupisko niebanalnych i ciekawych osobowości. I to właśnie nimi mamy zamiar się zająć.

Facebook sucks!

środa, 13 Październik 2010

To koniec mojej fascynacji tym „portalem społecznościowym”. Odcięli mnie.

Ot tak, po prostu. Wszystko było dobrze, fanów przybywało, więc FB zaczął proponować bym wykupił jeszcze ogłoszenie, które ma pojawiać się na profilach ludzi zainteresowanych podróżami. Skusiłem się, wypełniłem formularz, ustaliłem minimalną stawkę, na próbę.

Dzień później automat napisał, że na moim koncie pojawiała się podejrzana transakcja i trach. Zamknęli Sępek Świata i mój prywatny profil. WTF??

Napisałem 5 maili, bo inaczej nie da się z nimi porozumieć. I cisza.

Jak mówi pewien mądry człowiek – uważajcie, bo kiedyś ten cały Facebook może obrócić się przeciwko ludzkości.

Ale walić to, mamy czym żyć.

Od dzisiaj wszakże (ładne słowo) staliśmy się zmotoryzowani!