Archive for the ‘Stare, ale Jarek’ Category

One Picture Show

środa, 12 Październik 2011

Co to za czasy, żeby na blogu streszczać co się dzieje na facebookowym profilu bloga… Ale tak to już jest, że tam jakoś łatwiej i szybciej.

Przeglądałem ostatnio stare fotki i postanowiłem codziennie (lub nie) którąś z nich przypomnieć, jednoczeście opisując po angielsku, żeby koledzy i koleżanki z Czech wiedzieli o co chodzi;)

Galerię nazwałem One Picture Show:

United States - West

The beauty of sightseeing (Arizona, USA)

IMG_0412

Sesame backStreet (London, UK)

australian outback

I was lucky I just wanted to pee (Townsville, Australia)

IMG_5722

Thanks to Steve Jobs and his iPhone we knew we were nowhere. But at least we knew. Thanks Steve! (somewhere, New Zealand)

Lech Wałęsa w Londynie

Surfing lesson with president Lech Walesa (London, UK)

Trzydzieści jeden

wtorek, 3 Maj 2011

lot03

loto04

lot06

loto05

lot09

I wciąż latam!;))

Na Księżyc

środa, 26 Maj 2010

Pinnacles Desert
Pinnacles DesertPinnacles Desert
Pinnacles Desert

Grzebiąc w papierach i pamiątkach, znalazłem stare slajdy. Wyglądają jak z Księżyca, a to tylko Pinnacles Desert w Zachodniej Australii. Coraz częściej myślami wracam w tamte strony. To już chyba czas, by ruszyć się z domu. Właściwie bilety już kupione. Jeszcze trochę cierpliwości i lecimy. Na Księżyc? Nie. Ale blisko;)

Kto tu kogo robi w ch…?

wtorek, 18 Maj 2010

Grabaż

Czy w Polsce jest fajnie? Jeszcze nie wiem;) Na razie zdaję się na opinię innych. Będąc w Londynie słuchałem Grabaża, wokalisty Strachów na Lachy, który powiedział mi, że „rock`n`roll to nie są k…wa łaskotki” oraz sprzedał kilka swoich obserwacji na temat polskiej rzeczywistości:

Na najnowszej płycie Strachów na Lachy „Dodekafonia” śpiewasz o Polsce: „żyję w kraju, w którym wszyscy chcą mnie zrobić w ch…”. Myślisz, że warto żyć w takim kraju?
To jest właśnie największa tragedia, bo pomimo wszystkich tych ułomności i opresyjnej sytuacji, która tu panuje, nie widzę innego miejsca, w którym mógłbym żyć. Ja mimo wszystko ten kraj kocham.

Chociaż „topi się w wymiotach gorzkie słowo patriota”?
Wiesz, jest patriotyzm współczesny i taki rodem sprzed zaborów. Są różne sytuacje społeczno-polityczno-geofizyczne, które usprawiedliwiają różne formy patriotyzmu. Dla mnie patriotyzm jest dopuszczalny, ale bez naleciałości nacjonalistycznej. Nie uważam się za członka narodu wybranego. Od „polakocentryzmu” się dystansuję.

Ale czy fakt, że o tym śpiewasz już wystarczy, żeby coś zmienić? Może jednak ludzie powinni robić coś więcej, by poprawić swój los, choćby wyjechać za granicę?
Mimo wszystko jednak wydaje mi się, że żyję w kraju, który posiada jednak jakieś strefy wolnościowe. Do takich zaliczam również wolność wyboru miejsca, w którym będzie się żyć, mimo iż dosyć często słyszę o jakichś tragicznych następstwach tego, że się wyjeżdża ze swojego kraju, wyrywa się z korzeniami. Jeżeli czyjaś psychika jest na tyle otwarta, że jest w stanie zaakceptować odmienne spojrzenie kulturowe i znaleźć się w świecie, w którym nie ma rodaków, to szczerze gratuluję. Ja takiej umiejętności chyba nie mam. Mój pobyt w kraju wiąże się z tym, że ja pisze po polsku, myślę po polsku i w jakimś tam stopniu jestem nieprzekładalny na inne języki. W związku z tym jestem przykuty do Polski, jak chłop pańszczyźniany do ziemi.
Co ludzie mogą zrobić? W pierwszej kolejności powinni uważać, kogo wybierają, na Boga. Jak wiesz żyjemy w systemie kulawym, zwanym demokracją, jest to fatalny ustrój społeczno-polityczny, natomiast największą tragedią tego całego układu jest to, że do tej pory lepszego nie wynaleziono. Dobrym wyrażeniem opinii jest głosowanie w wyborach, natomiast z drugiej strony zdaję sobie sprawę, że pole manewru i wybór kandydatów, na których możemy oddać głos, dramatycznie się zawęża. Jest jeszcze coś takiego jak społeczne grupy oporu, jednolite fronty przeciwko kolejnym pomysłom księżycowym władz – jak zakaz palenia wszędzie. Odrobina wyobraźni nakazuje, nawet tym niepalącym, domyślić się tego, co będzie, jak ta ustawa wejdzie w życie – policjanci zamiast łapać bandytów i hochsztaplerów, będą się skupiać na tych, co sobie „ćmikują” tu i ówdzie, bo ich złapanie będzie najprostszą rzeczą. Jestem zawsze przeciwny tworzeniu takiego prawa, które prowokuje powstawanie podziemia.

W Londynie zakaz palenia obowiązuje we wszystkich pubach…
Dlatego rzadziej przyjeżdżam do Londynu (śmiech).

Nie wydaje ci się, że piosenka „Żyję w kraju” może być w Wielkiej Brytanii, czy w ogóle poza Polską, odczytana jako potwierdzenie, że kraj ten rzeczywiście nie jest najlepszy do życia i dobrze, że wyjechaliśmy?
To każdy rozstrzyga we własnym sumieniu – patrzy jak się czuł, gdy żył w Polsce, i jak się czuje i jak mu się żyje w Londynie, Birmingham czy gdziekolwiek indziej na Wyspach Brytyjskich. I to jest kwestia indywidualnej oceny. Ja nigdy nie roszczę sobie prawa do umasawiania swoich poglądów. To jest mój punkt widzenia. „Żyję w kraju”, mówię to o sobie. (…)

Wierzyć w to?

Cała rozmowa tutaj.