Afryka
Zapraszam w podróż po Afryce, od piramid Egiptu po Przylądek Dobrej Nadziei, z Kairu do Kapsztadu. Sześć miesięcy w drodze, od grudnia 2005.
Torba za 8 złotych, książeczka szczepień, laptop i bilet w jedną stronę. Zaczynam sześciomiesięczną podróż z Kairu do Kapsztadu. A jak się to wszystko potoczy? Kto wie...
Widoku piramid mam już po dziurki w nosie. Gdy tylko mowa o Egipcie pojawiają się automatycznie w wyobraźni. Oczywiście jest to pamiątka, ikona, znak historii, ale ileż można go eksploatować?
Sudan słynie ze swojego zamiłowania do biurokracji. Może to chlubne i zaszczytne, że jego władze chcą mieć porządek i wiedzieć wszystko, ale praktyka nie zawsze nadąża za światłymi wizjami polityków ze stolicy.
Etiopia nawet nie próbuje udawać, że jest w dwudziestym pierwszym wieku - ciągle stosuje kalendarz juliański, według którego mamy rok 1998.
Ciężarówka ruszyła, gdy gramoliłem się na pakę po metalowej konstrukcji. Kierowca wcisnął gaz do dechy i ruszyliśmy wariackim tempem po dziurach przez kenijski busz.
Obozy uchodźców, rebelianci, kopalnie złota, działalność ONZ i organizacji humanitarnych. Towarzysz: Yamada, fotoreporter z Japonii. Lektura zalecana: "Jądro ciemności".
Siedzę już prawie cztery miesiące w Afryce, a nie kupiłem sobie jeszcze kremu do opalania. Z resztą coś takiego tu nawet nie istnieje.
Zapada noc. W ośrodku dla dzieci ulicy powoli milkną krzyki i wrzawa. Chłopcy układają się do snu. Ale nie wszyscy. Na piętrowym łóżku nade mną, nastoletni Mathew ciągle wpatrzony w książkę do angielskiego, pracowicie przepisuje do zeszytu ćwiczenia.
- Dorastałem w tej okolicy. Znam tu wszystkie kamienie. Spokojnie, znajdziemy drogę – powiedział Francis, ale cicho, jakby bardziej chciał przekonać samego siebie niż mnie.