Archiwum Luty 2012

Przed Oscarami. Kajdanki w Hollywood

sobota, 25-02-2012

Byliśmy młodzi i piękni. Jechaliśmy do Fabryki Snów.

Byliśmy blisko.

B101-0194_IMG

Coraz bliżej.

B101-0181_IMG

Zapowiadało się całkiem nieźle, czuliśmy że możemy daleko zajść, umieliśmy przecież biegać po plaży.

B101-0161_IMG

Odwiedziliśmy największych.

B101-0195_IMG

Zobaczyliśmy gwiazdy.

B101-0188_IMGB101-0183_IMG

Różne gwiazdy…

B101-0178_IMG

(Tak, ja też nie mogę uwierzyć, że spotkaliśmy tam De Mono…)

B101-0176_IMG

Tylko, że nigdy nie może być zbyt różowo. Na jednej z górzystych uliczek Siano poszedł w jedną stronę, a ja w drugą. Czekał… Wreszcie się zjawiłem. Tak później relacjonował co mu powiedziałem:

Odpocząłem, nabrałem powietrza i walę za tobą. Zadecydowałem, że poszedłeś w lewo. Przedarłem się przez jakieś krzaki i kawałek ogródka i tuż za nim znalazłem elegancki widoczek na napis Hollywood. Strzeliłem kilka fotek i złażę. Ciebie nie ma, więc dalej czekam. Przycupnąłem na murku, gdy nagle podjeżdża radiowóz. Przeciągły ryk, wow, wow! – Stój! Odwróć się! Ręce na głowę! – drze się babka przez megafon. Myślałem, że to nie do mnie – Co? Ja? – odpowiadam zdziwiony. Odwróć się! Ręce na głowę! – powtarza. Zwątpiłem, ale wstałem, bo widzę że nie żartują. Podleciała. Bach! Trach! – zgrzytnęło. Stoję więc zakuty w kajdanach na poboczu drogi, jak terrorysta.

Tak tak…

Światła radiowozu migają, ludzie chodzą, patrzą, a ja stoję skuty jak krymol.

Okazało się, że łaziłem gdzieś po prywatnych posiadłościach i ktoś zadzwonił po gliny. Postałem tak trochę, aż wreszcie zostałem zwolniony z braku dowodów.

- Teraz jesteś notowany w kartotekach LAPD, wydział Hollywood! – powiedział mi Siano.

B101-0165_IMG

I to w sumie mógłby być niezły początek wielkiej kariery. Zdecydowałem się jednak ustąpić miejsca innym. W końcu De Mono było tam chwilkę przed nami.

Mimo wszystko życzę wszystkiego najlepszego kandydatom do Oscarów. Wiem, że dużo przeszli, by być tam gdzie są.

cała relacja Siana z Los Angeles

Kryminał w 140 znakach

środa, 15-02-2012

- Trzy miesiące cię nie było na blogu i wszystko z czym się teraz pojawiasz to 140 znaków?! – tak mógłbym sam siebie zrugać, gdybym tylko był dla siebie bardziej surowy i jeszcze w dodatku miał u siebie posłuch. Ano tak, tylko 140 znaków. Na razie nie będę obiecywał, że streszczę co się ze mną działo przez cały ten czas nieobecności, bo może się okazać, że znów zniknę i obietnica się nie spełni.

Wrzucam za to kilka tekścików, które piszę dla odreagowania „prawdziwego” pisania.

Z wolna wracam na różne strony społecznościowe i odkurzam stare konta. Działam na Facebooku, a ostatnio także na Twitterze, po 662 dniach nieobecności. I właśnie tam trafiłem na coś co mnie (pewnie na chwilę) porwało. Nanofiction, a szczególnie jej odmiana kryminalna (świetni @midnightstories, @VeryShortStory czy @simonasylvester). Po polsku krótkie utworki znalazłem tylko w wykonaniu Piotra Wereśniaka, a przecież to dobre ćwiczenie przed pisaniem czegoś większego. Tak mi się przynajmniej wydaje.

- Halo, policja? Chciałbym zgłosić zaginięcie kameleona. Znaki szczególne? Upodabnia się do otocze… Em, dobra, nieważne.

 

I to wszystko, cały utwór;) Mam jeszcze kilka innych.

‎- Eureka! – zawołał, choć niczego nie odkrył, nie zgadł, ani nie wydedukował. U jego nogi pojawił się pies o tym imieniu, który podjął trop.

 

Coś autobiograficznego? Proszę.

Dopadli nas po krótkim pościgu. Poddaliśmy się bez walki. Już wiedzieliśmy, że nie można uciec rowerem z kasą pancerną na plecach.

 

Komentarz do kryzysu?

Zanim skoczył, długo nagrywał zeznania obciążające tych, którzy doprowadzili go do bankructwa. Nie sprawdził czy w dyktafonie są baterie.

 

A może coś o zimie?

Auto odpalało, ale wyjął akumulator i sprawdził czy jest iskra. – OK – odezwał się ten przywiązany do krzesła. – Może się jednak dogadamy?

 

Mam tego więcej, będę wrzucał co jakiś czas. Hehe;)