Capajebo, choć brzmi dziwnie, to nie dzielnica, a po prostu „Sarajewo” zapisane cyrylicą. Jeśli ktoś takich rzeczy nie wie, może natknąć się tu na wiele dziwów,
czasem nawet bajkowych, jak te latające dywany
albo gigantyczne figury,
czy też śpiewające Dzikie Truskawki.
Sarajewo to sładowisko przedmiotów magicznych,
gdzie wciąż spotyka się czarownice na miotłach
i bohaterów z importu.
Błądząc wąskimi uliczkami można zobaczyć bazyliszka,
natknąć się pamiątki po niebezpiecznych czasach
i skosztować magicznego pokarmu zwanego burkiem, który wcale nie jest z psa.
Dzięki niemu gwiazdorzy są nieśmiertelni,
ale ludzie niestety tak.
Na szczęście można tu znaleźć ukojenie w modlitwie,
napawać się magicznym widokiem,
i poczuć czarującą atmosferę.
A mimo to, nie wiedzieć czemu, niektórzy mają już tej baśni (znaczy Bośni) dość.
(fot. ajdekato&sempeck)






























No piknie. A kefirek do burka był?
No a jak!